* Chanel *
- Najedzona ?- zapytał Zayn, po opuszczeniu lokalu. Posłałam mu przelotne spojrzenie, a potem utknęłam wzrokiem w ziemi.
- Dlaczego to miejsce Zayn ?- zapytałam, zmieniając temat.
Podąrzyliśmy równym krokiem do samochodu, a Zayn spojrzał w moim kierunku.
- Kiedyś cała nasza rodzina spotykała się tu prawie codziennie. To było odcięcie od życia. Nigdy nie było nam łatwo, a zwłaszcza rodzicom.
- Opowiesz mi ?- wydukałam, czekając na jego reakcję.
Spuścił głowę, a następnie kontynuował, co chwila spoglądając na mnie.
- Hana nie była moją jedyną siostrą Chanel. Miałem jeszcze jedną siostrę. Gdy miałem 5 lat, wszyscy wyjechaliśmy na wakacje nad morze. Było cudownie. Valerie miała wtedy roczek. Była oczkiem w głowie rodziców, a ja ją po prostu uwielbiałem. Ostatniego dnia pobytu na wakacjach, Valerie zniknęła bez śladu. Nigdy jej nie odnaleźliśmy, a to miejsce było dla nas otuchą. Wszyscy tu traktowali nas jak rodzina. Pomogli nam, gdy tego bardzo potrzebowaliśmy.- powiedział i wsiadł do auta, a ja zrobiłam to tuż po nim.
- Czy ona żyje ?- zapytałam, ale żałowałam tego pytania. Czułam, że nie było na miejscu.
- Sam chciałbym to wiedzieć.- warknął i odpalił samochód, ruszając prosto przed siebie. - Jak chcesz to się prześpij. Czeka nas nie krótka droga powrotna.- wymusił na sobie uśmiech, a ja odpłynęłam zaraz potem do krainy Morfeusza.
******************************************************************************
* Zayn *
Cały czas wspominałem dzisiejszy dzień. Dzięki niej, czuje że mam się do kogo odezwać. Wiem, że mogę z nią porozmawiać, wiem też że mi pomoże, jeżeli tylko będę tego potrzebował.
Tylko, że teraz jest jeszcze coś.
Dopiero teraz zrozumiałem jak jest.
Że zrobiłem jej tyle złego.
I przez całą drogę ta myśl nie dawała mi spokoju. Zaczynałem się zmieniać. Przy niej jestem inny. Jestem taki jak kiedyś. To jest ten Zayn, którego wszyscy lubili, ale jednak potrzebuję czasu, bo to nie jest takie proste wrócić do tego co było.
Dojechałem przed swój dom i zaparkowałem w garażu. Spojrzałem w stronę Chanel. Spała tak słodko. Uśmiechnąłem się pod nosem i ująłem jej drobną twarz i pocałowałem ją delikatnie w czoło.
- Przepraszam za wszystko Chanel.- wyszeptałem do jej ucha i wziąłem ją na ręce, podąrzając w stronę drzwi wejściowych, w kórych już stał Louis. Spojrzał na mnie złowieszczym wzrokiem.
- Musimy pogadać Zayn.- ominąłem go i zaniosłem brunetkę na kanapę, starając się jej nie obudzić.
Usiadłem na przeciwko niej, gdzie zaraz znalazł się Louis.
- Nie obudź jej!- warknął w jego stronę. Ten pokręcił głową i spojrzał w moim kierunku.
- Mamy problem Zayn.- zaczął, a zaraz potem w salonie zjawiła się Cassie.
- Możesz mi wytłumaczyć, dlaczego Cassie wygląda jak sto kilo nieszczęścia ?- zapytałem zdezorientowany i spojrzałem na Chanel, czy się obudziła, po czym skierowałem wzork z powrotem na Louisa.
- O tym właśnie mówię. Wydała nas. Simon nas już prawdopodobnie namierzył, a jak nie, to pewnie to zrobi w niedługim czasie.
- Kurwa.- krzyknąłem i podbiegłem do blodynki, waląc ją zaciśniętą pięścią w twarz. Chciałem to powtórzyć, ale usłyszałem Chanel.
- Zostaw ją Zayn.- wyszeptała, patrząc błagalnym wzrokiem w stronę przyjaciółki.
- Nie wtrącaj się, bo skończysz tak samo.- warknąłem.
- To ja zadzwoniłam.- spuściła głowę w dół i czekała na mój ruch.
- Możesz kurwa powtórzyć ?- krzyknęłem i złapałem ją za włosy. - Powtórz.- z jej oczu zaczęły wylatywać krople łez.
- Jaa- ja zadzwoniłam do znajomego.- puściłem ją i walnąłem pięścią w stół.
- Wyłączać wszyscy komórki. Pakujcie się zaraz wyjeżdżamy.
_________________________________________________________
Hej witam was z nowym rozdziałem. Mam nadzieję, ze się podoba.
Trochę późno wiem, ale całymi dniami chodzę zmęczona, bo cały czas mam rano lekcje.
Będę dodawać pewnie tylko w weekendy. Bardzo przepraszam, ale inaczej chyba nie dam rady.
Dziękuję za poprzednie komentarze i ponad 6 tyś. wejść. Jesteście kochani i do następnego.
Ola xx
sobota, 6 września 2014
środa, 27 sierpnia 2014
Rozdział 11
* Chanel *
Jechaliśmy już ponad godzinę, a Zayn nadal milczał o swoich zamiarach. Co chwila na niego spoglądałam, a on wtedy pokazywał swój górny rząd białych zębów.
- Nie patrz się tak na mnie, bo to strasznie krępujące.- dodał po chwili wymiany spojrzeń.
- Co jest krępujące ?- zapytałam, podnosząc lewą brew.
- Ty!- powiedział i widząc moją reakcję zaczął się śmiać.
Przez resztę drogi udawałam obrażoną, ale jemu widocznie to było na rękę. Cały czas się uśmiechał, co mnie lekko denerwowało. Na szczęście chwilę później byliśmy na miejscu.
- Wysiadka.- krzyknął i zepchnął mnie z siedzenia.
Założyłam ręce na piersi i wysiadłam z samochodu. Chłopak zaszedł mnie od tyłu i złapał w talii, co mnie nieco zdziwiło.
- Już nie obrażaj się pani ładna. Złość piękności szkodzi.- powiedział z uprzejmością w głosie i obrócił mnie w swoją stronę.
- Oj no weź już się nie obrażaj. Wiesz jak ja się czuję ?- zapytał i zrobił maślane oczy, a ja mimo, że chamsko postąpiłam, nie czułam się winna.
- To się domyśl co ja czułam przez poprzednie kilka miesięcy.- powiedziałam i ominęłam go szerokim łukiem, wchodząc do baru przed nami. Usiadłam przy jednym ze stolików i zniecierpliwiona czekałam na Zayna, który chyba nie miał zamiaru tu wejść. Już miałam wychodzić, kiedy podszedł do mnie kelner.
- Coś podać ?- zapytał i spojrzał na mnie swoimi błękitnymi tęczówkami.
- Na razie nie. - powiedziałam i ominęłam go szerokim łukiem.
Widziałam, gdzie patrzy i to mnie jeszcze bardziej zdenerwowało.
Wyszłam na zewnątrz i rozejrzałam się chwilę po miejscu. Trochę się bałam, że gdzieś odjechał, ale zobaczyłam przed barem jego samochód. Już miałam zawracać i poczekać aż sam przyjdzie, ale moje oczy trafiły na chłopaka, siedzącego na zimnych kafelkach przed barem.
Trochę mi ulżyło, że go znalazłam, ale w głębi duszy zaczęłam czuć się źle, bo chyba wiedziałam co go gryzie.
Stanęłam koło niego i chwilę mu się przyjrzałam. Był smutny i nie wiem , czy nie płakał.
- Mogę ?- wskazałam miejsce obok niego i zaczekałam na jego reakcję. Chłopak nie spojrzał na mnie, tylko lekko kiwnął głową i zaraz po tym siedziałam z nim ramię w ramię. - Zayn przepraszam za to co powiedziałam.- powiedziałam i położyłam głowę na jego ramieniu. Nie protestował, a nawet lekko się uśmiechnął, ale zaraz potem powrócił do naszej rozmowy.
- Nie musisz przepraszać. Miałaś rację. Nigdy nie zastanawiałem się nad czym co czułaś, a ja nadal robiłem ci krzywdę. Brzydzę się tego Chanel. Nigdy nie powinienem cię dotknąć. Nigdy nie powinienem zmuszać cię do seksu. Nigdy nie powienienem był cię uderzyć.
- Co było minęło. Nie odwrócimy już tego.- powiedziałam i usiadłam prosto, przypominając sobie wszystkie najgorsze rzeczy, które mi zrobił.
- Chanel nie wiedziałem co dokładnie robię. Chciałem żebyś cierpiała, bo ja cierpiałem. Widzisz. Nigdy nie miałem łatwego życia. Rodzice byli alkoholikami. Nigdy się nami nie zajmowali. Tak naprawdę to miałem tylko Hanę. To ja dawałem jej jeść. To ja pracowałem, żeby miała dobrze. Nie wiedziałem tylko jednego. Ojciec okłamywał nas przez ten cały czas. Miał firmę i sporo pieniędzy, a nasi ojcowi od dawna toczyli ze sobą spór. Gdy dowiedział się o romansie naszych rodziców, postanowił pozbyć się nas wszystkich. Zabił moich rodziców, a któregoś wieczoru dorwał Hanę. Zostałem mu tylko ja, więc sam postanowiłem działać. Porwać jego jedyne źródło szczęścia. On nas nadal szuka Chanel i nie spocznie dopóki mnie się nie pozbędzie.
W moich oczach pojawiły się łzy. Wtedy nasze spojrzenia się spotkały. Chłopak objął mnie jednym ramieniem i przytulił do siebie.
- Nie płacz.- pogłaskał mnie lekko po głowie. Na jego słowa, wytarłam rękawami sukienki łzy i podniosłam się na równe nogi.
- Chodźmy do środka.- za proponowałam.- Zimo tu.- dodałam po chwili.
********************************************************************************
- Chcesz coś do jedzenia ?- zapytał po chwili Zayn, na co ja mu przytaknęłam. - Max.- zawołał kelnera, który zaraz się zjawił koło nas. Posłałam mu groźne spojrzenie.
- Coś podać ?
- Poproszę dwa razy kebaba i chcesz coś do picia ?- spojrzał w moją stronę.
- Herbatę.
- To dwie herbaty poproszę.- powiedział, a kelner spisał zamówienie i zaraz odszedł.
- Papuga.- krzyknęłam w jego stronę, na co on zaczął się śmiać.
- Wcale nie. Po prostu lubimy to samo.
- Tak, tak jasne. Wmawiaj sobie.- wydukałam, śmiejąc się z niego.
Po chwili nasze zamówienia już były gotowe i oboje patrzyliśmy na jedzenie, śliniąc się nad talerzem.
- Zaraz wracam, Chanel.- powiedział Zayn i wstał od stołu. - Żadnych numerów.- posłał mi groźne spojrzenie i zniknął za ścianę prowadzącą do toalety.
Skorzystałam z okazji i wyjęłam telefon, który znalazłam dzisiaj w łazience, podczas ubierania. Włożyłam swoją kartę i wybrałam numer do chłopaka, którego spotkałam, któregoś dnia po imprezie.
- No szybciej.- mówiłam sama do siebie. - Cześć. Pamiętasz tą dziewczynę po imprezie.- zapytałam, gdy zauważyłam, że połączenie jest przekazywane.
- Gdzie ty jesteś ? Wszyscy cię szukają ?
- To nie istotne. Znajdź mamę Cassie Davis i powiedz, że wszystko z nią w porządku.
- Chanel posłuchaj...- powiedział, ale nagle się rozłączył. Dziwne.- pomyślałam.
Byłam winna to Cassie. Nie chcę, żeby uznali nas za niedługo za martwe.
Gdy ujrzałam wracającego Zayna, szybko schowałam telefon za siebie.
- Masz szczęście.- spojrzał w moim kierunku, a ja się krzywo uśmiechnęłam.
____________________________________________________________________________
Hej. Chcieliście rozdział szybciej, więc proszę.
Jak się podoba ?
Nie wiem kiedy następny. Może uda mi się jeszcze w tym tygodniu, a jak się dobrze zmobilizuje, to albo jutro, albo pojutrze :)
Zapraszam na nowy rozdział na Uncanny, bo jak na razie, to mało kto tam zagląda :(
Już nie przeciągam.
Do następnego.
Ola xx
Jechaliśmy już ponad godzinę, a Zayn nadal milczał o swoich zamiarach. Co chwila na niego spoglądałam, a on wtedy pokazywał swój górny rząd białych zębów.
- Nie patrz się tak na mnie, bo to strasznie krępujące.- dodał po chwili wymiany spojrzeń.
- Co jest krępujące ?- zapytałam, podnosząc lewą brew.
- Ty!- powiedział i widząc moją reakcję zaczął się śmiać.
Przez resztę drogi udawałam obrażoną, ale jemu widocznie to było na rękę. Cały czas się uśmiechał, co mnie lekko denerwowało. Na szczęście chwilę później byliśmy na miejscu.
- Wysiadka.- krzyknął i zepchnął mnie z siedzenia.
Założyłam ręce na piersi i wysiadłam z samochodu. Chłopak zaszedł mnie od tyłu i złapał w talii, co mnie nieco zdziwiło.
- Już nie obrażaj się pani ładna. Złość piękności szkodzi.- powiedział z uprzejmością w głosie i obrócił mnie w swoją stronę.
- Oj no weź już się nie obrażaj. Wiesz jak ja się czuję ?- zapytał i zrobił maślane oczy, a ja mimo, że chamsko postąpiłam, nie czułam się winna.
- To się domyśl co ja czułam przez poprzednie kilka miesięcy.- powiedziałam i ominęłam go szerokim łukiem, wchodząc do baru przed nami. Usiadłam przy jednym ze stolików i zniecierpliwiona czekałam na Zayna, który chyba nie miał zamiaru tu wejść. Już miałam wychodzić, kiedy podszedł do mnie kelner.
- Coś podać ?- zapytał i spojrzał na mnie swoimi błękitnymi tęczówkami.
- Na razie nie. - powiedziałam i ominęłam go szerokim łukiem.
Widziałam, gdzie patrzy i to mnie jeszcze bardziej zdenerwowało.
Wyszłam na zewnątrz i rozejrzałam się chwilę po miejscu. Trochę się bałam, że gdzieś odjechał, ale zobaczyłam przed barem jego samochód. Już miałam zawracać i poczekać aż sam przyjdzie, ale moje oczy trafiły na chłopaka, siedzącego na zimnych kafelkach przed barem.
Trochę mi ulżyło, że go znalazłam, ale w głębi duszy zaczęłam czuć się źle, bo chyba wiedziałam co go gryzie.
Stanęłam koło niego i chwilę mu się przyjrzałam. Był smutny i nie wiem , czy nie płakał.
- Mogę ?- wskazałam miejsce obok niego i zaczekałam na jego reakcję. Chłopak nie spojrzał na mnie, tylko lekko kiwnął głową i zaraz po tym siedziałam z nim ramię w ramię. - Zayn przepraszam za to co powiedziałam.- powiedziałam i położyłam głowę na jego ramieniu. Nie protestował, a nawet lekko się uśmiechnął, ale zaraz potem powrócił do naszej rozmowy.
- Nie musisz przepraszać. Miałaś rację. Nigdy nie zastanawiałem się nad czym co czułaś, a ja nadal robiłem ci krzywdę. Brzydzę się tego Chanel. Nigdy nie powinienem cię dotknąć. Nigdy nie powinienem zmuszać cię do seksu. Nigdy nie powienienem był cię uderzyć.
- Co było minęło. Nie odwrócimy już tego.- powiedziałam i usiadłam prosto, przypominając sobie wszystkie najgorsze rzeczy, które mi zrobił.
- Chanel nie wiedziałem co dokładnie robię. Chciałem żebyś cierpiała, bo ja cierpiałem. Widzisz. Nigdy nie miałem łatwego życia. Rodzice byli alkoholikami. Nigdy się nami nie zajmowali. Tak naprawdę to miałem tylko Hanę. To ja dawałem jej jeść. To ja pracowałem, żeby miała dobrze. Nie wiedziałem tylko jednego. Ojciec okłamywał nas przez ten cały czas. Miał firmę i sporo pieniędzy, a nasi ojcowi od dawna toczyli ze sobą spór. Gdy dowiedział się o romansie naszych rodziców, postanowił pozbyć się nas wszystkich. Zabił moich rodziców, a któregoś wieczoru dorwał Hanę. Zostałem mu tylko ja, więc sam postanowiłem działać. Porwać jego jedyne źródło szczęścia. On nas nadal szuka Chanel i nie spocznie dopóki mnie się nie pozbędzie.
W moich oczach pojawiły się łzy. Wtedy nasze spojrzenia się spotkały. Chłopak objął mnie jednym ramieniem i przytulił do siebie.
- Nie płacz.- pogłaskał mnie lekko po głowie. Na jego słowa, wytarłam rękawami sukienki łzy i podniosłam się na równe nogi.
- Chodźmy do środka.- za proponowałam.- Zimo tu.- dodałam po chwili.
********************************************************************************
- Chcesz coś do jedzenia ?- zapytał po chwili Zayn, na co ja mu przytaknęłam. - Max.- zawołał kelnera, który zaraz się zjawił koło nas. Posłałam mu groźne spojrzenie.
- Coś podać ?
- Poproszę dwa razy kebaba i chcesz coś do picia ?- spojrzał w moją stronę.
- Herbatę.
- To dwie herbaty poproszę.- powiedział, a kelner spisał zamówienie i zaraz odszedł.
- Papuga.- krzyknęłam w jego stronę, na co on zaczął się śmiać.
- Wcale nie. Po prostu lubimy to samo.
- Tak, tak jasne. Wmawiaj sobie.- wydukałam, śmiejąc się z niego.
Po chwili nasze zamówienia już były gotowe i oboje patrzyliśmy na jedzenie, śliniąc się nad talerzem.
- Zaraz wracam, Chanel.- powiedział Zayn i wstał od stołu. - Żadnych numerów.- posłał mi groźne spojrzenie i zniknął za ścianę prowadzącą do toalety.
Skorzystałam z okazji i wyjęłam telefon, który znalazłam dzisiaj w łazience, podczas ubierania. Włożyłam swoją kartę i wybrałam numer do chłopaka, którego spotkałam, któregoś dnia po imprezie.
- No szybciej.- mówiłam sama do siebie. - Cześć. Pamiętasz tą dziewczynę po imprezie.- zapytałam, gdy zauważyłam, że połączenie jest przekazywane.
- Gdzie ty jesteś ? Wszyscy cię szukają ?
- To nie istotne. Znajdź mamę Cassie Davis i powiedz, że wszystko z nią w porządku.
- Chanel posłuchaj...- powiedział, ale nagle się rozłączył. Dziwne.- pomyślałam.
Byłam winna to Cassie. Nie chcę, żeby uznali nas za niedługo za martwe.
Gdy ujrzałam wracającego Zayna, szybko schowałam telefon za siebie.
- Masz szczęście.- spojrzał w moim kierunku, a ja się krzywo uśmiechnęłam.
____________________________________________________________________________
Hej. Chcieliście rozdział szybciej, więc proszę.
Jak się podoba ?
Nie wiem kiedy następny. Może uda mi się jeszcze w tym tygodniu, a jak się dobrze zmobilizuje, to albo jutro, albo pojutrze :)
Zapraszam na nowy rozdział na Uncanny, bo jak na razie, to mało kto tam zagląda :(
Już nie przeciągam.
Do następnego.
Ola xx
poniedziałek, 25 sierpnia 2014
Rozdział 10
* Chanel *
- Dawno o nie ,nie dbałam.- dodałam.
Przyjaciółka pokiwała głową, na znak że rozumie i sięgnęła ręką po nożyczki.
- Zetniemy je trochę, okey ?- czekała teraz na moją reakcję.
Pokiwałam jej głowę i oddałam się w jej łaski.
Złapała za pierwsze pasemko i ucięła z niego kilka centymetrów i tak za każdym następnym razem. Długo też rozmawiałyśmy, co dodało mi trochę pewności siebie. Widać, że ona już się otrząsnęła po tym wszystkim i za akceptowała całą sytuację. Trochę jej zazdrościłam. Dowiedziałam się, że ma wspaniałą rodzinę. Ma kochających się rodziców i młodszego braciszka, Theo. Miała to czego ja zawsze chciałam, a teraz nie mam już nikogo, tylko ją.
- Możesz już się zobaczyć.- dziewczyna uśmiechnęła się i podała mi do ręki lusterko. - Może być ?- zapytała po krótkim czasie.
- Jest prześliczna. Dziękuję.- przytuliłam przyjaciółkę, a ta umazała mnie szminką. - Ej no!- udawałam, że się obraziłam, a w wewnątrz się śmiałam.
- No co. Makijaż się sam nie zrobi.
Złapała za przeróżne malowidła, które widziałam po raz pierwszy na oczy. Powiem szczerze. Nigdy nie użyłam żadnego z nich, aż do teraz, ale widać że Cassie ma do tego smykałkę.
- I wuala.- dziewczyna wstała i przyglądała mi się z niedowierzeniem.
Złapałam swoją twarz w dłonie i zamarłam. Wyglądałam tak, tak inaczej. Uśmiechnęłam się do siebie i przypomniałam sobie, że Zayn na mnie czeka.
- Cassie muszę już iść.- przyjaciółka przytaknęła głową i zrobiła mi przejście.
Złapałam się poręczy i powoli zeszłam na parter. Rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu chłopaka. Zaczekałam chwilę, a potem poszłam za zapachem, który dochodził z pomieszczenia za ścianą. Dopiero teraz zorientowałam się gdzie jestem. Przekroczyłam próg kuchni i ujrzałam w niej gotującego Zayna. Gdy zobaczył mnie, jego usta rozszerzyły się, a oczy patrzyły z niedowierzeniem.
- Jesteś głodna ?- wyłączył gaz.
- Narazie wolałabym odwiedzić mamę.- powiedziałam, a on nie zaprotestował.
Złapał za klucze od bmw i podążył w stronę drzwi.
- Chcesz coś na ramiona ?- zapytał, a ja pokiwałam przecząco głową i ruszyłam za nim do samochodu.
***************************************************************************************************
Chwile później byliśmy na miejscu. Cicho westchnęłam, wychodząc z samochodu i ruszyłam w przeciwną stronę od chłopaka. Lekko się zdenerwował, ale zaraz dobiegł do mnie i stanął naprzeciwko.

- Jeśli uciekniesz to po tobie! Rozumiesz!- krzyknął mi prosto w twarz, a ja zamaskowałam łzy.
- Mogę o coś poprosić ?- zapytałam, a on nagle zmienił ton.
- Potrzebujesz czegoś ?- zapytał i złapał mnie za dłoń.
- Chciałam kupić jakiś znicz i kwiaty.
- Przepraszam zapomniałem. Nie potrzebnie na ciebie naskoczyłem. Przepraszam.
Nic mu nie do powiedziałam, a chłopak pociągnął mnie w stronę najbliższego stoiska.
- W czym mogę państwu służyć ?- zapytał mężczyzna w średnim wieku, z dwudniowym zarostem.
Zayn zajął się kupnem rzeczy, a ja odeszłam kilka metrów i rozejrzałam się po tutejszym miejscu. Uniosłam głowę w stronę nieba i poczułam kilka kropel spadających na moją twarz. Lekko uśmiechnęłam się pod nosem i wróciłam z powrotem do Zayna.
- Gotowa ?- zapytał, gdy stanęliśmy przed wejściem do cmentarza.
- Tak.- złapał mnie pod ramię i zaprowadził prosto na grób mamy. Bałam się zobaczyć jej imię i nazwisko, bo wtedy będę miała pewność, że ona nie żyje. Będę żyła ze świadomością, że więcej jej nie zobaczę.
I stało się.
Wlepiłam wzrok w nagrobek.
'' Marie Donovan.
ur. 23.08.1970 r.
zm. 15.11.2012 r.
Zm. śm. tragiczną.
Niech spoczywa w pokoju."
Nie wytrzymałam. Uroniłam pierwszą łzę, a za nią następne. Złapałam za znicz i czułam złość, gdy nie mogłam go zapalić.
- Daj, bo jeszcze sobie coś zrobisz.- pomógł mi i podał, abym postawiła na grobie. Przykucnęłam i cicho szepnęłam.
- Będę tęsknić mamo.- poryczałam się jak dziecko. Stanęłam na równe nogi i wtuliłam się w chłopaka. Był lekko zdziwiony, ale teraz tego potrzebowałam. Nieważne ile złego mi wyrządził, jestem teraz na niego zdana i muszę to jakoś zaakceptować.
- Już wszystko dobrze ?- zapytał, głaszcząc mnie po głowie.
- Chyba tak. - spojrzałam zaszklonymi oczami w jego tęczówki.
- Jesteś już głodna ?- zapytał z troską w głosie.
- Trochę.
- To zabiorę cię w pewne miejsce.- uśmiechnął się do mnie i oboje zawróciliśmy w stronę samochodu.
Obejrzałam się za ramię i ostatni raz pomachałam mamie.
________________________________________________________________________________
Hej xx. Wzięłam się do roboty i napisałam już dzisiaj drugi rozdział. ( Jeden na innego bloga).
Mam nadzieję, ze podoba się wam rozdział. Dziękuję wam z całego serca za komentarze pod poprzednim rozdziałem. Jesteście kochani ♥♥♥♥♥. Jak wam się podoba nowy szablon ? Wykonała go Alexxa z bloga Dark Graphic.
Zapraszam was na moje inne blogi: Nightmare i Uncanny.
Do następnego. ☻☻☻☻☻
Ola :****
Złapałam za ogromną torbę i wyrzuciłam jej zawartość na podłogę. Moim oczom ukazała się piękna czarna sukienka do kolan ze śliskiego materiału, która po założeniu idealnie podkreśliła moje walory. Buty były na dość wysokim koturnie, a zapięcie zajęło mi sporo czasu. Gdy przyszedł czas na górną partię ciała, nie za bardzo miałam ochotę na nią spoglądać. Nie chciałam patrzeć na siebie, bo osoba którą widziałam była mi zupełnie obca. Niechętnie podniosłam się z podłogi i stanęłam naprzeciw lustra. Z moich oczu wyleciało kilka pojedynczych łez i od razu obróciłam głowę w przeciwnym kierunku.
- Może pomogę.- usłyszałam głos za sobą.
W szybkim tempie obróciłam się i ujrzałam Cassie. Nawet nie zauwarzyłam kiedy usiadła na wannie i była gotowa do jakiejkolwiek roboty. Gdy przejechała lekko po moich włosach, zagryzłam wargę z bólu.

Przyjaciółka pokiwała głową, na znak że rozumie i sięgnęła ręką po nożyczki.
- Zetniemy je trochę, okey ?- czekała teraz na moją reakcję.
Pokiwałam jej głowę i oddałam się w jej łaski.
Złapała za pierwsze pasemko i ucięła z niego kilka centymetrów i tak za każdym następnym razem. Długo też rozmawiałyśmy, co dodało mi trochę pewności siebie. Widać, że ona już się otrząsnęła po tym wszystkim i za akceptowała całą sytuację. Trochę jej zazdrościłam. Dowiedziałam się, że ma wspaniałą rodzinę. Ma kochających się rodziców i młodszego braciszka, Theo. Miała to czego ja zawsze chciałam, a teraz nie mam już nikogo, tylko ją.
- Możesz już się zobaczyć.- dziewczyna uśmiechnęła się i podała mi do ręki lusterko. - Może być ?- zapytała po krótkim czasie.
- Jest prześliczna. Dziękuję.- przytuliłam przyjaciółkę, a ta umazała mnie szminką. - Ej no!- udawałam, że się obraziłam, a w wewnątrz się śmiałam.
- No co. Makijaż się sam nie zrobi.
Złapała za przeróżne malowidła, które widziałam po raz pierwszy na oczy. Powiem szczerze. Nigdy nie użyłam żadnego z nich, aż do teraz, ale widać że Cassie ma do tego smykałkę.
- I wuala.- dziewczyna wstała i przyglądała mi się z niedowierzeniem.
Złapałam swoją twarz w dłonie i zamarłam. Wyglądałam tak, tak inaczej. Uśmiechnęłam się do siebie i przypomniałam sobie, że Zayn na mnie czeka.
- Cassie muszę już iść.- przyjaciółka przytaknęła głową i zrobiła mi przejście.
Złapałam się poręczy i powoli zeszłam na parter. Rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu chłopaka. Zaczekałam chwilę, a potem poszłam za zapachem, który dochodził z pomieszczenia za ścianą. Dopiero teraz zorientowałam się gdzie jestem. Przekroczyłam próg kuchni i ujrzałam w niej gotującego Zayna. Gdy zobaczył mnie, jego usta rozszerzyły się, a oczy patrzyły z niedowierzeniem.
- Jesteś głodna ?- wyłączył gaz.
- Narazie wolałabym odwiedzić mamę.- powiedziałam, a on nie zaprotestował.
Złapał za klucze od bmw i podążył w stronę drzwi.
- Chcesz coś na ramiona ?- zapytał, a ja pokiwałam przecząco głową i ruszyłam za nim do samochodu.
***************************************************************************************************
Chwile później byliśmy na miejscu. Cicho westchnęłam, wychodząc z samochodu i ruszyłam w przeciwną stronę od chłopaka. Lekko się zdenerwował, ale zaraz dobiegł do mnie i stanął naprzeciwko.

- Jeśli uciekniesz to po tobie! Rozumiesz!- krzyknął mi prosto w twarz, a ja zamaskowałam łzy.
- Mogę o coś poprosić ?- zapytałam, a on nagle zmienił ton.
- Potrzebujesz czegoś ?- zapytał i złapał mnie za dłoń.
- Chciałam kupić jakiś znicz i kwiaty.
- Przepraszam zapomniałem. Nie potrzebnie na ciebie naskoczyłem. Przepraszam.
Nic mu nie do powiedziałam, a chłopak pociągnął mnie w stronę najbliższego stoiska.
- W czym mogę państwu służyć ?- zapytał mężczyzna w średnim wieku, z dwudniowym zarostem.
Zayn zajął się kupnem rzeczy, a ja odeszłam kilka metrów i rozejrzałam się po tutejszym miejscu. Uniosłam głowę w stronę nieba i poczułam kilka kropel spadających na moją twarz. Lekko uśmiechnęłam się pod nosem i wróciłam z powrotem do Zayna.
- Gotowa ?- zapytał, gdy stanęliśmy przed wejściem do cmentarza.
- Tak.- złapał mnie pod ramię i zaprowadził prosto na grób mamy. Bałam się zobaczyć jej imię i nazwisko, bo wtedy będę miała pewność, że ona nie żyje. Będę żyła ze świadomością, że więcej jej nie zobaczę.
I stało się.
Wlepiłam wzrok w nagrobek.
'' Marie Donovan.
ur. 23.08.1970 r.
zm. 15.11.2012 r.
Zm. śm. tragiczną.
Niech spoczywa w pokoju."
Nie wytrzymałam. Uroniłam pierwszą łzę, a za nią następne. Złapałam za znicz i czułam złość, gdy nie mogłam go zapalić.
- Daj, bo jeszcze sobie coś zrobisz.- pomógł mi i podał, abym postawiła na grobie. Przykucnęłam i cicho szepnęłam.
- Będę tęsknić mamo.- poryczałam się jak dziecko. Stanęłam na równe nogi i wtuliłam się w chłopaka. Był lekko zdziwiony, ale teraz tego potrzebowałam. Nieważne ile złego mi wyrządził, jestem teraz na niego zdana i muszę to jakoś zaakceptować.
- Już wszystko dobrze ?- zapytał, głaszcząc mnie po głowie.
- Chyba tak. - spojrzałam zaszklonymi oczami w jego tęczówki.
- Jesteś już głodna ?- zapytał z troską w głosie.
- Trochę.
- To zabiorę cię w pewne miejsce.- uśmiechnął się do mnie i oboje zawróciliśmy w stronę samochodu.
Obejrzałam się za ramię i ostatni raz pomachałam mamie.
________________________________________________________________________________
Hej xx. Wzięłam się do roboty i napisałam już dzisiaj drugi rozdział. ( Jeden na innego bloga).
Mam nadzieję, ze podoba się wam rozdział. Dziękuję wam z całego serca za komentarze pod poprzednim rozdziałem. Jesteście kochani ♥♥♥♥♥. Jak wam się podoba nowy szablon ? Wykonała go Alexxa z bloga Dark Graphic.
Zapraszam was na moje inne blogi: Nightmare i Uncanny.
Do następnego. ☻☻☻☻☻
Ola :****
sobota, 16 sierpnia 2014
Rozdział 9
Chanel POV's
Żyliście kiedyś ze świadomością, że nikogo już nie masz?
Że wszystko na co tak długo pracowaliście przepadło ? Ja tak miałam I tego dnia czułam, że wszytsko przegrałam. Nie nawidzłam siebie za to. Powinnam walczyć, ale zanimast tego się poddałam. Czułam, że to tylko wszytsko prze mnie. Ona nie zyje
przeze mnie..- z kąciku moich oczu wyleciao kilka strumyków łez. Wiedziałam, że gdybym powiedziała jej to wcześniej dawno ucieklibyśmy od tego bydlaka i wtedy ona, ona by żyła, a ja byłabym z nią teraz. Popijałybyśmy właśnie kawę przy stole. Śmiałybyśmy się ze swoich żartów. Byłybyśmy najszczęśliwszymi kobietam na ziemi, ale los wybrał inaczej. Boję się tego co będzie dalej, ale muszę sobie jakoś z tym poradzić. Mam Cassie. Tylko ona mi już pozostała.
Spojrzałam w jej stronę i niechętnie się do niej uśmiechnęłam. Moje ciało robiła wszytsko wbrew moim wyborom. Nagle uniosło się lekko do góry, a ręce oplątały szyję przyjaciółki.
- Chanel.- głaskała moje włosy.- Obiecuję, że będzie lepiej. Przejdziemy przez to razem. - opadłyśmy ponownie na ziemię i wbiłyśmy wzrok w ścianę na przeciwko.

- Powiedzieli ci dlaczego ?- nie wiem kiedy słowa wyleciały z moich ust.
Przyjaciółka spojrzała w moją stronę i lekko rozchyliła usta. Jednak nic nie powiedziała, bo jej twarz nagle zbladła, a oczy jakby się paliły. Złapałam kierunek jej spojrzenia i podążyłam nim tuż za siebie. Mogłam się domyślić. Zayn.
- Cassie proszę wyjdź.- powiedział spokojnym tonem i skierował wzrok na mnie. Kiedy się obejrzałam Cassandry już nie było. Rozumiałam jej decyzję. Bała się tak samo jak ja. Nie mogłam jej za nic winić.
- Chanel.- kucnął przede mną, a ja spuściłam wzrok w dół. - Nie powinienem tak był zareagować na śmierć Twojej mamy. - cicho westchnął. Wiem, że dużo musi go kosztować ta jego dobroć. - Spójrz na mnie.- powiedział i sam uniósł mój podbródek. - To nie my ją zabilśmy.
- Nie wy ?- wydukałam, a w moich oczach pojawiły się łzy.
- Byłem wściekły Chanel. Doskonale wiesz jak to jest kogoś stracić prawda ? - spojrzał na mnie i dopóki nie posłałam mu gestu, żeby kontynuował to milczał. Jego oczy były całe zaszklone. Oparł się dwoma rękoma i dalej ciągnął monolog.
- Czuje to samo.- skierował dłonie w okolicach serca. Nie chciałam więcej wiedzieć. Wszystkiego było za dużo.
17 listopada 2012 roku. Ta data już na zawsze zostanie w mojejpamięci jako najgorszy dzień w całym moim życiu.
- Chcesz ją odwiedzić ?- nagle zapytał wyrywając mnie z moich rozmyśleń.
Pokiwałam mu na wznak, a ten automatycznie się podniósł i wyciągnął dłoń w moją stronę. Lekko ją uścisnęłam i zaraz znalazłam się w objęciach mulata.
- Kto jej to zrobił Zayn ?- mówiłam przez płacz.
Ten cicho westchnął. Złapał moją twarz w dłonie i spojrzał głęboko w moje oczy.
- Dowiemy się tego.- powiedział i skierował nas w stronę schodów.
Powolnym krokiem znaleźliśmy się na samej górze, gdzie nie było żadnej żywej istoty. Zayn gdzieś poszedł, a ja zostałam przy schodach nerwowo oglądając już kilkaset razy ciemne pomieszczenie. Gdy mój wzrok napotkał mulata, ten radosnym krokiem zmierzał w moją stronę.
- Kupiłem, bo pomyślałem, że ci się teraz przyda.- posłał mi smutny uśmiech i skierował w stronę łazienki.
Spoglądałam teraz na nią. Na obcą mi osobę z podkrążonymi oczami i poczochranymi włosami. Lekko przejechałam po swojej podrażnionej skórze, gdzie mieściło się jeszcze wiele świeżych ran. Już nie bolało fizycznie. Wszystko odbija się na mnie psychicznie. Chciałabym już to zakończyć. Spojrzałam w lustro i odrazu spuściłam wzrok. Coś mnie tu trzyma. Coś co jest mi dotąd nieznane. Ale czuję, że jest coraz bliżej. I bliżej. Zbliża się malutkiki krokami. I Lecz na razie się ukrywa. Potrzebuje czasu.
- Chanel.- głaskała moje włosy.- Obiecuję, że będzie lepiej. Przejdziemy przez to razem. - opadłyśmy ponownie na ziemię i wbiłyśmy wzrok w ścianę na przeciwko.

- Powiedzieli ci dlaczego ?- nie wiem kiedy słowa wyleciały z moich ust.
Przyjaciółka spojrzała w moją stronę i lekko rozchyliła usta. Jednak nic nie powiedziała, bo jej twarz nagle zbladła, a oczy jakby się paliły. Złapałam kierunek jej spojrzenia i podążyłam nim tuż za siebie. Mogłam się domyślić. Zayn.
- Cassie proszę wyjdź.- powiedział spokojnym tonem i skierował wzrok na mnie. Kiedy się obejrzałam Cassandry już nie było. Rozumiałam jej decyzję. Bała się tak samo jak ja. Nie mogłam jej za nic winić.
- Chanel.- kucnął przede mną, a ja spuściłam wzrok w dół. - Nie powinienem tak był zareagować na śmierć Twojej mamy. - cicho westchnął. Wiem, że dużo musi go kosztować ta jego dobroć. - Spójrz na mnie.- powiedział i sam uniósł mój podbródek. - To nie my ją zabilśmy.
- Nie wy ?- wydukałam, a w moich oczach pojawiły się łzy.
- Byłem wściekły Chanel. Doskonale wiesz jak to jest kogoś stracić prawda ? - spojrzał na mnie i dopóki nie posłałam mu gestu, żeby kontynuował to milczał. Jego oczy były całe zaszklone. Oparł się dwoma rękoma i dalej ciągnął monolog.
- Czuje to samo.- skierował dłonie w okolicach serca. Nie chciałam więcej wiedzieć. Wszystkiego było za dużo.
17 listopada 2012 roku. Ta data już na zawsze zostanie w mojejpamięci jako najgorszy dzień w całym moim życiu.
- Chcesz ją odwiedzić ?- nagle zapytał wyrywając mnie z moich rozmyśleń.
Pokiwałam mu na wznak, a ten automatycznie się podniósł i wyciągnął dłoń w moją stronę. Lekko ją uścisnęłam i zaraz znalazłam się w objęciach mulata.
- Kto jej to zrobił Zayn ?- mówiłam przez płacz.
Ten cicho westchnął. Złapał moją twarz w dłonie i spojrzał głęboko w moje oczy.
- Dowiemy się tego.- powiedział i skierował nas w stronę schodów.
Powolnym krokiem znaleźliśmy się na samej górze, gdzie nie było żadnej żywej istoty. Zayn gdzieś poszedł, a ja zostałam przy schodach nerwowo oglądając już kilkaset razy ciemne pomieszczenie. Gdy mój wzrok napotkał mulata, ten radosnym krokiem zmierzał w moją stronę.
- Kupiłem, bo pomyślałem, że ci się teraz przyda.- posłał mi smutny uśmiech i skierował w stronę łazienki.
Spoglądałam teraz na nią. Na obcą mi osobę z podkrążonymi oczami i poczochranymi włosami. Lekko przejechałam po swojej podrażnionej skórze, gdzie mieściło się jeszcze wiele świeżych ran. Już nie bolało fizycznie. Wszystko odbija się na mnie psychicznie. Chciałabym już to zakończyć. Spojrzałam w lustro i odrazu spuściłam wzrok. Coś mnie tu trzyma. Coś co jest mi dotąd nieznane. Ale czuję, że jest coraz bliżej. I bliżej. Zbliża się malutkiki krokami. I Lecz na razie się ukrywa. Potrzebuje czasu.
Upuściłam szczoteczkę do zębów i usiadłam na skraju wanny.
- Ja tak nie mogę. - powiedziałam dosyć głośno. Ale te słowa dały mi nagle siłę. Siłę by walczyć. W pośpiechu pozbyłam się bielizny z mojego ciała i wskoczyłam do gorącej wody, na chwilę zaminając o całym zamieszaniu w moim życiu. Odpłynęłam jakby do innego świata. Do szarej rzeczywistości z przed kilku lat.
*****Dziewczynka siadła na zimnej podłodze i rozłożyła wokół siebie lalki. Czuła ten sam strach codziennie o tej samej porze dnia. Zawsze gdy wybijała dwunasta dla niej zaczynało się piekło. Gdy tylko usłyszała zgrzyt otwieranych drzwi, dziewczynka zrywała się na równe nogi i biegła ile sił w noga tylko, aby zwalczyć to co miało się zaraz wydarzyć.
- Chanel proszę cię. Wrócę wieczorem.- mówiła coraz bardziej zdezorientowana mama, a dla dziewczynki to był wyrok. Gdy tylko mama przekroczyła próg, brunetka ujrzała uśmiechniętego ojca.
- Witaj skarbie. - powiedział i zbliżył się do dziewczynki.*****
Zdezorientowana wybudziłam się ze snu. Zawsze tak robiłam. Zasypiałam w wannie. Tylko wtedy mogłam na spokojnie wszystko przemyśleć. To był jedyny moment w ciągu dnia, w którym mogłam oderwać się od rzeczywistości zapomnieć o tym wszystkim co mnie spotykało przez kilka lat.
- Chanel wszystko dobrze? - usłyszałam spokojny głos, dochodzący zza drzwi.
- Tak- odparłam i wyszłam z wanny, opatulając się ręcznikiem.
- Jesteś gotowa?
- Za niedługo będę.
Cicho westchnął i zniknął spod drzwi.
__________________________________
Hej przychodzę z kolejnym rozdziałem.
Dziękuję za 7 komentarzy. Koffam was.
Do następnego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



