niedziela, 14 grudnia 2014

Rozdział 23



Chanel POV's

Byłam na skraju załamania. Wszystko nagle poukładało mi się w jedną całość. Ten mężczyzna,  to miejsce i zdziwienie tych dziewczyn. Jestem naiwna-przeszło mi przez myśl,  ale od razu próbowałam ją jakoś usprawiedliwić.
Chodziłam od miejsca do miejsca. Od końca pokoju do początku pokoju. Od prawej do lewej. Z całego zamieszania moja cera przybrała bledszych kolorów,  a ręce były prawie sine. Próbowałam zachować spokój,  ale nie potrafiłam. Wiedziałam już jak to jest być zmuszanym do seksu. Było to większą częścią mojego życia. Podczas gdy inne dzieci bawiły się w piaskownicy,ja byłam zmuszana. Każdy pretekst wyjścia z domu był dobry. Czasem wychodziłam po głupiego batona, bo mówiłam mamie,  że bez niego nie wytrzymam. Jednak i tak to mnie nie omijało. Był każdej nocy,  a gdy miałam czas to nawet kilka razy na dzień. Codziennie mnie wszystko bolało. Czasami ledwo wstawałam z łóżka,  ale bałam się powiedzieć o tym mamie,  więc udawałam. Udawałam przed sobą,  że będzie dobrze.

Moje przemyślenia zostały przerwane,  a klamka nagle się ugięła,  z czyjąś pomocą. Matthew! - powiedziałam w myślach z przerażeniem i schowałam się w kącie przy grzejniku.
- Ode mnie nie uciekniesz laleczko. -  powiedział i pogroził mi palcem. -  Chodź do wujka Chanel.
- Zostaw mnie! - warknęłam a ten się do mnie zbliżył.
- Oj,  dziecinko nie bądź nie grzeczna. Twój klient ma specjalne wymagania i musisz się do nich dostosować. -  podszedł do mnie i mnies policzkował,  a następnie przerzucił przez ramię i rzucił na łóżko. Szarpałam się, ale był ode mnie dużo silniejszy.
- I co teraz też będziesz taka pyskata? - spiął moje ręce kajdankami,  i zaczął rozpinać sukienkę,  którą dopiero co zakładałam
- Twój klient chce zrobić to szybko,  więc poprosił,  żebyś była już gotowa. -  rozerwał sukienkę i jego wzrok utknął na dwóch wypukleniach powyżej brzucha.
Oblizał usta i w szybkim tempie pozbawił mnie stanika i majtek,  a z torebki,  którą przyniósł ze sobą wyjął skąpą bieliznę.
- Mam na ciebie taką ochotę. -  powiedział i zatoczył kółko wokół mojej piersi,  na co się wzdrygnęłam. -  Ale nie mogę. -  zmienił ton i zaczął wkładać z wielkiem trudem bieliznę w czerwonym odcieniu. -  Baw się dobrze słoneczko. -  uśmiechnął się zadziornie i opuścił pokój,  a mi zbierało się na płacz. Dlaczego znowu ja? - pierwsza łza spłynęła po moim policzku,  a za nią szły kolejne,  aż nie usłyszałam zgrzytu klamki.
Musisz dać radę! - mówił mój wewnętrzny głos. Już teraz nie mam wyjścia. Muszę się poddać i robić co mi każą. To oczekiwanie kogo zobaczę w drzwiach,  przedłużało się,  a aż w końcu przekroczył próg drzwi.
- Witaj kochanie.
To koniec.

Cassie POV's

To było okropne. To oczekiwanie na wieści o Chanel, nie dawały mi spokoju. Już od kilku godzin nie wychodzę spokoju. Siedzę sama w czterech ścianach i zniecierpliwiona czekam na jeden głupi telefon. Wstałam i kopnęłam stolik przed sobą, rozbijając tym samym wazon, który rozbryzgł się na kilkanaście maleńkich kawałeczków.
Usłyszałam szybkie kroki i zza drzwi wyłoniła się plącząca Misha.
- Cassie ja już tak nie mogę.- powiedziała i utonęła wzrokiem w podłodze.
Momentalnie obróciłam się o 180 stopni i spojrzałam w jej kruchą postać.
- Coś się stało ?-zapytałam przejmującym głosem.
- On...ja..wiem kto ma Chanel.
- Co ?- z moich oczu wyleciało kilka pojedynczych łez szczęścia. - To fantastycznie. Musimy zadzwonić do chłopaków. Masz adres ?- zapytałam radosnym głosem.
- Cassie poczekaj.- powiedziała złamanym głosem. - Chanel jest teraz z ojcem.- powiedziała, a moja mina pobladła. Nie to przecież nie możliwe. To nie może być prawda. Przecież on... on już nie jest sobą. O mój Boże.- zakryłam usta ręką i zaczęło mi się zbierać na płacz.
- Dlaczego tego wcześniej nie powiedziałaś ? Może byśmy zdążyli. Daliśmy ci wiele, a ty z nas zadrwiłaś! Nienawidzę cię!- krzyknęłam w jej stronę, a ta zrobiła niespodziewany ruch. Z lewej kieszeni spodni wyjęła broń. Prawdziwą błoń.
- To kwestia czasu, zanim zrobilibyście to samo.- powiedziała i wycelowała ją prosto w serce. Strzeliła.
Z moich ust wydobył się głośny dźwięk. Podbiegłam do krwawiącej kobiety, ale ona już nie żyła.
Cała się trzęsłam. Nie mogłam poskładać myśli, ale musiałam ich powiadomić. Może jest jeszcze jakaś szansa. Przy najmniej miałam taką nadzieję.
Wybrałam numer do Louisa i lżej mi się zrobiło na sercu, gdy usłyszałam jego głos.
- Cassie co jest ?- zapytał. Pewnie słyszał mój płacz.
- Louis może być już za późno.- powiedziałam złamanym głosem.
- Na co ? Cassie powiedz mi o co chodzi.
- Chanel ma jej ojciec.- schowałam twarz w dłoniach, a telefon rzuciłam o ścianę. Słyszałam jak krzyczy do telefonu, ale nie miałam już siły. Miałam już dość tego życia.
Nagle usłyszałam jakiś trzask tłuczonego szkła. Zobaczyłam jakąś postać. Złapała mnie w pasie i przerzuciła w mnie w pasie. Nie miałam siły się szarpać. Poczułam jak moje oczy się zamykają. To koniec ?

Chanel POV's

- Tato.- z moich oczu wypłynęło kilka pojedynczych łez, które zaraz przerodziły się w płacz.
- Witaj słoneczko. Dawno się nie widzieliśmy. Zdążyłem się stęsknić za tobą. Usiadł na łóżko i siadł na mnie okrakiem. - Ładnie to tak uciekać od tatusia ?- w szybkim tempie pozbył się mojego stanika i przycisnął moje piersi. Syknęłam z bólu, a jemu pojawił się uśmiech na twarzy. - Tęskniłem za twoimi jękami. Twoim strachem.- przejechał tym razem po mojej kobiecości, a ja nadal płakałam. - Zrobiłbym to, tu i teraz, tak żebyś nie wstała przy najmniej tydzień z łóżka, ale robota wzywa, a ty będziesz teraz jej częścią. Ktoś musi się tobą zaopiekować, czyż nie ? Odwiedzałaś mamę, jak tam u niej ?
- Nienawidzę cie!- plunęłam na niego prosto w twarz, na co się lekko zezłościł.
- Zadziorna jesteś. Taką cię zapamiętałem, teraz jesteś ciut starsza i trochę lepsza w te klocki. Nieprawdaż ?- zaśmiał się.
-Jedziemy do domu. Cieszysz się ? Co za głupie pytanie. Pewnie, że się cieszysz.
- Nigdzie z tobą nie jadę.- wrzasnęłam, a on zrobił groźną minę.
- Nie ? Jesteś tego pewna ? Bo wiesz, jeżeli ty nie wrócisz ze mną, wystarczy jeden telefon, a twój brat odejdzie stąd. NA ZAWSZE.- powiedział i ruszył w stronę drzwi.
- Zgoda, ale mając mnie musisz mi obiecać, że wypuścisz go i nigdy więcej nie wejdziesz mu w drogę.
- Widzę, że się zrozumieliśmy.- oblizał usta i podążył w moim stronę namiętnym krokiem. - Od teraz znów jesteś moja, dziwko.

___________________________________________________________________
Przeprasza, przepraszam, jeszcze raz przepraszam. Nawaliłam, ale teraz już wracam i dodaję rozdział. Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze jest. Jeszcze tylko 6 dni i wolne awww... Kto się cieszy ?
Do następnego :***




7 komentarzy:

  1. Kretyn rrrr
    Wybacz ,że tak długo mnie nie było
    Pliss mam nadzieję,że Zayn zdąży ją uratować
    Ściskam Mela:**

    OdpowiedzUsuń
  2. Mocne! Pojechałaś po całości z tym rozdziałem. Rozdział oczywiście świetny, szkoda mi tylko Chanel. Tak nie może być! Ktoś ją musi uratować, albo ucieknie...
    Czekam na następny.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam, witam ;)
    Musze przyznać że dość ciekawe opowiadanie ;)
    spodobał mi się Twój styl pisania.
    co do rozdziału je jest naprawdę udany. Myślę że jest mocny. Polubiłam główną bohaterkę, nawet w takiej sytuacji.
    Co za ojciec? Ja się pytam? Jak można takie coś robić własnej córce? Ktoś musi ją uratować!
    Chyba zostane i się rozgoszcze tu jeszcze przez jakiś czas ;)
    bardzo mi zależy na twojej opinii i zapraszam cię do mnie na nowy rozdział Magic Story - > one-fairy-and-so-pretty.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej tak, jak kiedyś napisałaś czy mogłabym Cie poinformować o nowym rozdziale Ghost of You, tak piszę, że wczoraj dodałam 4 rozdział ;)
    Pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Jesteś nominowana do Liebster Award więcej informacji tutaj:http://one-fairy-and-so-pretty.blogspot.com/2014/12/liebster-award.html?m=1

    OdpowiedzUsuń